Berlin. To jest to – pomyślałam, przeglądające ofertę wyjazdów Polskim Busem. Nigdy wcześniej nie byłam w Niemczech, a przecież to tak blisko… Zdecydowałam się spędzić tam swoje 23 urodziny. Był środek lata. Wszystko zapowiadało się super. Dlaczego więc najgorsze a nie najlepsze albo chociaż znośne urodziny? Ano dlatego…

 

  • Bilety do Berlina kupiliśmy (ja i mój chłopak) szybko i pod wpływem mojego „chcę tam pojechać”. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że oboje wtedy dużo pracowaliśmy i żadne z nas nie miało czasu zaplanować wyjazdu przez co skończyło się tym, że trafiliśmy tam kompletnie zieloni. No, może nie kompletnie, miałam ze sobą kartkę z wypisanymi kilkoma punktami zaczepienia, którą zrobiłam w pracy. „Przecież jakoś to będzie, damy radę” – nie polecam braku jakiegokolwiek planu, duży minus i nauczka na przyszłość!p
  • 2.Brak wi-fi w Berlinie – mieliśmy duży problem z ustaleniem gdzie nasze „punkty zaczepienia” się znajdują. Poszliśmy więc na śniadanie do jednej z pobliskich knajp i zapytaliśmy o hasło do wi-fi. Dostaliśmy je, jednak nie działało. Kelner nam je przeliterował, napisał. Nic. Duże, małe litery, spacje… Osoba, która siedziała obok korzystała z laptopa… Później okazało się, że podobno nie tylko my jako „obcokrajowcy” mamy problem z ich internetem. Dziwne… A jedzenie już zamówione i nie mogliśmy wyjść. Po prostu nie.
  • Beznadziejna pogoda – padało, gdy wysiedliśmy z Busa. Padało też później. Nie przygotowaliśmy się na to. Wiało koszmarnie. Ogólnie to nie był dobry dzień, zwłaszcza że mieliśmy spędzić tam najbliższe 10 godzin.
  • Brak toalet w niektórych restauracjach – tak, dokładnie.
  • Pięć godzin jazdy Polskim Busem z dwoma nastolatkami za plecami gadającymi o problemach miłosnych ze swoimi chłopakami + później zaczęły śpiewać. Nie do wytrzymania, naprawdę ;P
  • Pięć godzin wracania z Berlina jadąc razem z jakimś Niemcem, który ściągnął buty, skarpetki i rozwalił się na dwóch siedzeniach tak, że wystawały mu owe śmierdzące, paskudne stopy. Nie tylko my umieraliśmy z zażenowania i zapachu.
  • Pięć godzin jechania z dwoma kobietami na przeciwko, które jadły szynki/ kiełbasy/ ser uniemożliwiając nam spokój, znów normalne oddychanie i brak wk… Mieliśmy słabe nerwy tego dnia 😛
  • I hit wieczoru, wisienka na torcie – godzina 21 – telefon od pracodawcy że jestem zwolniona – tak się w Polsce załatwia sprawy…. :) Przez telefon i w dniu twoich urodzin.

Wtedy miałam ochotę wrócić. Przez chwilę. Mimo wszystko Berlin okazał się ładnym miastem (nie licząc koczujących ludzi w parkach), czystym i rozwiniętym pod względem architektury. Widziałam słynną Bramę, pozostałości Muru a także inne atrakcje do których udało się nam jakoś dotrzeć 😉 Poniżej kilka zdjęć żeby nie było, że tak przeklinam ten kraj – to był po prostu zły dzień, zły czas, nie ten kierunek…

IMG_7166

IMG_7183

IMG_7201

IMG_7224

IMG_7225

IMG_7227

IMG_7254

IMG_7271

IMG_7276

IMG_7278

IMG_7283

IMG_7287

IMG_7288

IMG_7289

IMG_7308

IMG_7411

IMG_7470

facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail